poniedziałek, 29 sierpnia 2011

I go back to US.

Dzień pełen rozmyśleń, powrót do rzeczywistości, znów widzę szarą rzeczywistość, może nie jest taka szara bo staram się kontrastować ją jak tylko mogę i nie chwaląc się powiem że udaje mi się to tutaj. Tutaj jestem szczęśliwa gdy piszę tu jestem najprawdziwszą sobą, mogę prosto tu napisać że jestem Weronika, że nie boje się wyzwań i że nigdy się nie poddaje i zawsze walczę o marzenia. Wczoraj pochodziłam sobie w glanach po domu z racji że spodobały mi się zdjęcia które im zrobiłam, a właściwie z tej że nie mogłam ich zdjąć bo mam spuchniętą kostkę haha. Cały czas myślę o Panu P. podziwiam i czytam z uwagą relacje z jego zawodów, zdjęcia jego zmęczonego uśmiechu z maratonów i zawodów, jesteś wspaniały. A ja 5 września tego roku muszę iść na operację ręki, nie boję się ale mam przeczucia których wolała bym nie mieć, dzięki tej ręce wiem trochę jak czują się dzieci które dowiadują się o tym że stracą rękę, albo że nie będzie ona do końca sprawna, ten smutek, pustka, niewiadoma co będzie dalej, zaczynają płakać, przestają myśleć, tworzą sobie swój własny świat, kochają w nim przebywać a na końcu oswajają się i na ich twarzy promieniuje uśmiech, a ich rodzice po kontach pokazują smutek i żal dlaczego ich dziecko spotkało taki los. Mam nadzieję że wszystko pójdzie dobrze i na następny dzień po operacji będę już jechać z mamą do Niemiec, gdzie zacznę kolejny kreatywny rozdział w moim życiu, będę pisać tu codziennie bo to będzie mi pomagało w codziennym trudnym życiu dziecka.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz